10:16

Spodnie w kratkę i różowy golf

Spodnie w kratkę i różowy golf

Cześć! 
Nigdy nie należałam do osób mówiących "nowy rok, nowa ja". Moje postanowienia miały raczej uczynić rok lepszym, a nie zmienić moje życie. W tym roku doszłam do wniosku, że... spróbuję coś pozmieniać. Może nie drastycznie, ale w taki sposób, by zmiany mimo wszystko były widoczne. Wychodzenie ze strefy komfortu zwykle wywoływało u mnie dreszcze, wizja zrobienia czegoś nowego, niestandardowego sprawiała, że nie spałam i nie mogłam o niczym innym myśleć. Ba, od razu zakładałam, że cała misja zakończy się klęską. W grudniu powiedziałam sobie, że koniec z tym. Pora na zmiany! 


Czy za chęcią zmiany podążają jakieś konkrety? Oczywiście, że tak, a w zasadzie trzy: na płaszczyźnie prywatnej, zawodowej i związanej z pasją. Każdej rewolucji troszkę się boję, ale też nie mogę się ich doczekać. A wiecie, co stanowiło punkt zapalny? Wizyta u fryzjera. Patrzyłam jak kolejne centymetry włosów spadają na podłogę i doszło do mnie, że kiedy mam zacząć działać jak nie teraz :)


Mój dzisiejszy strój to idealne rozwiązanie dla osób, które cenią sobie wygodę. Sama najczęściej przemieszczam się samochodem, więc u mnie grube kurtki średnio zdają egzamin, a zwłaszcza w dłuższej trasie, dlatego bardzo cenię sobie warstwy. Dzisiaj prezentuję się Wam w różowym golfie, na który zarzuciłam ulubiony futrzak. Spodnie widoczne na zdjęciu są podszyte polarem, więc gwarantują mi ciepło. W ostatnich dniach są dla mnie idealnym rozwiązaniem i na przemian albo je noszę, albo piorę.







17:17

Spódnica w kwiaty

Spódnica w kwiaty

Hej!
Kilkanaście lat temu myśląc "kobieta" od razu wyobrażałam sobie damę na szpilkach popijającą białe wino, ubraną w piękną sukienkę podkreślającą jej walory i czekającą aż jej wybranek wręczy jej kwiaty. Dodatkowo wiedziałam, że "kobieta" nie przeklina, dba o dom, gotuje z uśmiechem i ogląda komedie romantyczne. Wydaje mi się, że wszelkie programy telewizyjne sprawiły, że w mojej młodej jeszcze wtedy głowie powstał właśnie taki obraz. I gdzieś tam podświadomie za nim goniłam. Czułam się źle wychodząc z domu bez makijażu i cały czas sądziłam, że mam czekać na to, aż mężczyzna będzie mnie zaskakiwał drobnymi gestami. Z czasem okazało się, że to wyobrażenie nie ma w 100% pokrycia w rzeczywistości. Uważam się za kobietę z krwi i kości, ale często zamiast wina stawiam na dobre piwo, zamiast romansu wolę klasyczną komedię. Gotować lubię, ale mój partner robi to lepiej, więc często przekazuję mu pałeczkę.

 Dzisiaj śmiało stwierdzam, że zamiast gonić za dziwnym ideałem, którego i tak nikt nie doścignie, lepiej skupić się po prostu na tym, aby być lepszą wersją siebie. W spodniach czy sukience, nie robi to większej różnicy.


Mimo wszystko sama najlepiej czuję się w spódnicach, są one po prostu dla mnie wygodniejsze i praktyczniejsze. Na serio! Pamiętam, że kiedyś mama zawsze na podróż polecała mi założyć najzwyklejsze spodnie, bo gwarantują komfort, ale jakoś nigdy tego "komfortu" nie odczułam. Dopiero jak zaczęłam podróżować w spódnicy/sukience zrobiło mi się lepiej.


Dzisiejszy strój powstał w zasadzie dzięki spódnicy. Upolowałam ją jakiś czas temu w New Yorkerze za coś około 25zł. Szukałam wtedy rękawiczek, a wyszłam ze sklepu z kolejną spódnicą. Spodobało mi się to, że jest taka przewiewna, delikatna i w kwiaty. Oczywiście najpierw pomyślałam, że będzie musiała poczekać do lata, ale potem doszłam do wniosku, że fajnie sprawdzi się z golfami i botkami na obcasie. No i faktycznie, całość przypadła mi do gustu. Żeby nie było zbyt ponuro, ubrałam na siebie różowy płaszcz. Uwielbiam go za skład (75% wełny) i prosty fason.









Pozdrawiam serdecznie!

00:18

Jak minął mi grudzień?

Jak minął mi grudzień?

Cześć!
Pisanie miesięcznika pozwolę sobie zacząć od życzeń.

Chciałabym Wam wszystkim życzyć magicznego roku 2019. Niech obfituje on w same pozytywy, szczęście, zdrowie i masę motywacji do uczynienia go lepszym od tego poprzedniego! 

Zacznę może od tego, że idąc za przykładem Asi z bloga konfettitime.pl chciałabym wprowadzić regularność pisania bloga. To jedno z moich postanowień na ten rok. O samych postanowieniach napiszę jednak nieco więcej później, bo dzisiaj chciałabym się skupić na samym grudniu. 

W grudniu zdecydowanie częściej pozwalałam sobie na zwyczajny relaks z odrobiną pyszności w piżamce i ciepłych skarpetkach. Nie czułam, że tracę przez to czas. Po prostu korzystałam z chwili dla siebie. Nauczyłam się też w końcu, jak ważna jest jakość, nawet przy tak błahych zajęciach jak relaks. Głupim przykładem są właśnie skarpety. Jakiś czas temu dotarły do mnie trzy pary skarpetek damskich (jedna widoczna na zdjęciu) i parę dni później kupiłam sobie też trzy pary w Biedronce. Szybko zauważyłam, że te biedronkowe niestety nie posiadają fajnej jakości i w zasadzie po dwóch praniach nadawały się do wyrzucenia. Te świąteczne z kolei są grube, ciepłe i nie do zdarcia :) 

Grudzień minął mi także na słuchaniu na przemian Myslovitz, Dawida Podsiadło i Eda Sheerana. Poza tym udało mi się obejrzeć serial Rozczarowani i kilka filmów. Najbardziej przypadł mi do gustu Test, jeśli go nie znacie, to polecam włączyć. 

Ostatnie tygodnie minęły mi także pod znakiem nowych smaków. Miałam okazję spróbować szparagów, kaparów i karczochów i w zasadzie wszystko bardzo przypadło mi do gustu. Zdradzę Wam, że boję się próbować nowych przysmaków z obawy, że będą po prostu mało smaczne. Na szczęście najczęściej okazuje się, że moje obawy były w pełni bezpodstawne. 

Jeśli już piszę o grudniu, to nie mogę oczywiście pominąć świąt. Te okazały się być wyjątkowo udane, bo spokojne, spędzone w gronie bliskich. Mnie zwykle święta kojarzą się z nerwową atmosferą, która na szczęście tym razem się nie pojawiła. 

Ostatni miesiąc to też dla mnie miesiąc... miłości :) 

Pozdrawiam serdecznie Kochani!

20:50

Idealna spódnica

Idealna spódnica

Cześć Kochani!
Chociaż często chodzę uśmiechnięta, to jednak z natury pozostaję pesymistką. Zwykle w pierwszej kolejności w mojej głowie pojawia się czarny scenariusz, który skutecznie psuje mój nastrój i zapał i sprawia, że do wszystkiego podchodzę niechętnie. Przez wiele lat to moje podejście pozwalało mi uniknąć rozczarowań, ale w ostatnim czasie zauważyłam, że jednak bycie nieco lepiej nastawioną do świata przynosi większe korzyści. Ogólnie mogę powiedzieć, że w ostatnich tygodniach często w mojej głowie pojawia się okrzyk "wow".
Długo nie wierzyłam w "przyjaźń" czy "dobre koleżeństwo", a tu codziennie któraś z koleżanek zaskakuje mnie czymś dobrym. Jedna przychodzi do mnie z wiadomością, że był u niej Mikołaj i zostawił prezent dla mnie, druga wspiera w szalonych pomysłach, trzecia sama z siebie proponuje kawę, a czwarta wraca z lumpa z piękną sukienką dla mnie. No wow!


Długo też nie wierzyłam, że gdzieś tam czeka na mnie druga osoba. Jeśli już na kogoś wpadałam, to raczej następstwem spotkania było tylko upewnienie się w tym przekonaniu i myśli typu "czy to ze mną jest coś nie tak, czy raczej z nimi?". Na szczęście tutaj też w którymś momencie pojawiło się wow i to zupełnie niespodziewanie.
Nawet same święta, o których sądziłam, że będą pełne nerwów i nieporozumień tak pozytywnie mnie zaskoczyły, że przeżyłabym je jeszcze raz :)


Dzisiaj chciałam, żeby w roli głównej wystąpiła spódnica. Znalazłam ją w Housie i od razu powiedziałam, że ją biorę, bo jest właśnie taka, o jakiej marzyłam przez długi czas. Nie wyobrażacie sobie mojego szczęścia, kiedy założyłam ją po raz pierwszy. Dobrałam do niej bordową koszulę wiązaną kokardką pod szyją. Wydaje mi się, że te dwa elementy tworzą razem całkiem eleganckie zestawienie, dobre np. na rodzinną kolację :) Na zdjęciach widać też moją nową torebkę. Kupiłam ją spontanicznie w Pepco, gdy wpadłam na szybko po rajstopy. Mówiłam już, że te z Pepco są najlepsze? Jeśli nie, to już wiecie :)









koszula - New Yorker
spódniczka - House
buty - Renee
torebka - Pepco
płaszcz - Bonprix 


Pozdrawiam serdecznie! 

15:22

Szara spódniczka i kamizelka z Lidla

Szara spódniczka i kamizelka z Lidla

Cześć!
Ostatnio mało co układa się tak, jakbym chciała, ale... nauczyłam się w końcu, że na pewne sprawy wpływu nie mam i się nimi nie przejmuję. Staram się raczej podejść do tego jak do lekcji i wyciągam wnioski. Myślę, że ostatnie dwa tygodnie sporo mnie nauczyły na temat ludzi i tego, że na wszystko trzeba brać poprawkę :) Też tak teraz myślę, że "ja" sprzed pół roku zniechęciłaby się do poznawania nowych osób, ale to bez sensu. Nie od razu trafia się na ideał.


Dzisiaj znowu prezentuję się Wam w szarościach, ale tak bardzo się z nimi polubiłam. Koszula i spódniczka pochodzą oczywiście z second handu. W spódnicy chodzę w sumie często, bo wydaje mi się być bardzo uniwersalna. Sprawdza się do koszul i do zwykłych t-shirtów. Na ramiona zarzuciłam kamizelkę, która moim zdaniem super uzupełnia stylizację. W zasadzie należy do mojej siostry, ale Dominika bardzo chętnie mi ją pożycza. Dodam może jeszcze, że kupiłyśmy ją w Lidlu. Na nogi założyłam moje ukochane zamszowe kozaki. W żadnych innych butach nie czuję się tak świetnie, jak w tych.






koszula - second hand
spódniczka - second hand
kamizelka - Lidl 
buty - CCC
torebka - Sinsay


Pozdrawiam serdecznie! 

22:09

Cała na szaro

Cała na szaro

Cześć!
Jakiś czas temu opowiadałam Wam o moim październiku, który był... kiepski. Dzisiaj uzmysłowiłam sobie, że zbliżamy się do końca listopada. Wiem, że to banał, ale... jak ten czas szybko minął, a minął przyjemnie. Po prawdzie chodziłam zła, niewyspana, często potrzebowałam białej czekolady (mój lek na depresyjne nastroje), ale mimo wszystko nie chciałabym przeżyć tych paru tygodni inaczej. Ba, listopad minął mi pod znakiem wychodzenia ze strefy komfortu.


Dzisiaj można powiedzieć, że dopasowałam się do aury panującej za oknem. Lubię się z szarościami, są bezpieczne i uniwersalne. Poza tym to kolor, który z pewnością zawsze będzie mi się kojarzył z listopadem. Na zdjęciach widzicie mój ukochany sweter, który pokazywałam też w w tym filmie. Kosztował niewielkie pieniądze, a naprawdę super mi służy. W roli spódniczki występuje sukienka z C&A.






sukienka - C&A
sweter - second hand
torebka - no name
buty - no name 


Pozdrawiam serdecznie!

19:25

Bordo i czerń

Bordo i czerń

Cześć!
Jesienne klimaty przytłoczyły mnie zdecydowanie zbyt bardzo i zachęciły do tego, abym popołudnia spędziła na bezmyślnym gapieniu się w ekran. Może i fajnie, ale na krótko, bo nie chcę, żeby kolejne tygodnie upłynęły mi pod znakiem internetów. Chyba szkoda mi życia i tych kilku tygodni przed 25. urodzinami. Serio, zaraz stuknie mi ćwierćwiecza.


Przede mną w miarę miły weekend. Sobotę spędzę w Warszawie na ekocudach. Od kilku miesięcy wybierałam się na to wydarzenie, ale cały czas w głowie wyrzucałam sobie, że udział w tej imprezie skomplikuje mi masę spraw - finanse, pracę, odpoczynek. W końcu jednak powiedziałam sobie, że nie mogę wiecznie szukać powodów, by czegoś NIE ZROBIĆ tylko właśnie, żeby ZROBIĆ.


Dzisiaj znowu prezentuję się Wam w kapeluszu. Zdecydowanie go lubię, bo sam w sobie sprawia, że nawet najprostsza stylizacja nabiera fajniejszego sznytu. Jak widać postawiłam na minimum koloru i totalny brak udziwnień. Bordowa bluzka to mój ostatni łup z second handu i w zasadzie należy do mojej mamy. Spódniczkę kupiłam parę lat temu za jakąś śmieszną kwotę w New Yorkerze. Sklep ten cieszy się raczej kiepską opinią, ale mnie udało się kupić parę rzeczy, które służą mi już całkiem długo.






spódniczka - New Yorker
bluzka - second hand
płaszcz - bonprix
buty - CCC
torebka - second hand


Pozdrawiam serdecznie! 
Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger