18:57

Czuję już jesień

Czuję już jesień

Hej!
Ten tydzień był dziwny i ciągnął się w nieskończoność, dlatego wyjątkowo cieszę się na myśl o tym, że już piątek. Ciężko było mi skupić się na codziennych obowiązkach i czułam się wyjątkowo ciężko. Chyba nie należę do mamusiek, które zachwycają się kopnięciami dziecka (szczególnie na końcu ciąży i szczególnie w momencie, kiedy chcę iść spać). Chciałabym przygotować dla Was około ciążowych wpisów, ale bez zachwytów nad tym, jaki to cudowny stan, bo wiele mnie te ostatnie miesiące nauczyły i chciałabym się tymi lekcjami z Wami podzielić.


Niestety pogoda nie pozwala mi już tworzyć tego typu stylizacji, ale nie narzekam. Mam w głowie mnóstwo pomysłów i inspiracji na typowo jesienne zestawienia. To dzisiejsze powstało dzięki nabytkom z second handu. Bluzka przeleżała w koszu na pranie jakieś 3 miesiące i w sumie założyłam ją w ostatniej chwili. Spódnicę pokazywałam Wam w tym lump haulu. Uwielbiam ją i myślę, że będzie często gościła na blogu :)


Swoją drogą... czuję już konkretną jesień. Liście niby jeszcze są zielone, ale widać, że powoli ona nadciąga. Dzień stał się krótszy, poranki zdecydowanie chłodniejsze, częściej też czuję typowy dla tej pory roku kryzys. Powiem Wam, że jednak się cieszę. Lubię pierwsze tygodnie jesieni. Kiedy świat staje się złoty, z szafy można wyciągnąć lekkie kurtki i bezkarnie spędzać czas pod kocem.










Pozdrawiam serdecznie!

21:14

Uwolnij się od toksycznych ludzi

Uwolnij się od toksycznych ludzi

Cześć Kochani!
Wróciłam właśnie ze spotkania z moją Konfettitime i po raz kolejny upewniłam się w tym, jak ważne jest to, aby doceniać się ludźmi, którzy działają na nas pozytywnie. Kiedyś, chcąc nie chcąc, byłam blisko osób krytykujących moje wybory, styl życia, hobby i tym podobne. Nie muszę chyba opowiadać, jak to na mnie wpływało. Na szczęście udało mi się uwolnić od wpływu toksycznego otoczenia i dzięki temu w pewnym sensie odżyć. Teraz wyjątkowo doceniam tych, którzy mi kibicują, ale też jestem wyczulona na marudy. Wiem, że znajomość z nimi może tylko ściągnąć mnie na dno.


Szczególnie w pamięć zapadła mi jedna osoba, która wszelkie moje działania interpretowała na swój sposób i to zawsze tak, żeby wyszło, że postępuję źle. Każdy mój wpis miał też według niej drugie dno, o jakim sama w życiu bym nie pomyślała. Stresowałam się strasznie dobierając kolejne słowa, bo wiedziałam, że zostaną zinterpretowane w zupełnie inny sposób. Wiecie co zrobiłam? Wywaliłam tą osobę ze znajomych i ze swojej świadomości. Jeśli ona nadal gdzieś tam za mną podąża, to jej sprawa, ja na co dzień nie pamiętam o jej istnieniu.


Wam też radzę zrobić w myślach pewną selekcję ludzi i zastanowić się, czy wszyscy wpływają na Was pozytywnie. Być może i w gronie Waszych znajomych jest ktoś, kto działa średnio korzystnie? Kto wywołuje u Was stres i z kim nie macie chęci utrzymywać kontaktu. Jeśli tak, myślę, że warto zastanowić się nad ucięciem tej znajomości. Myślę, że rezygnując z "koleżanki" możecie więcej wygrać niż stracić.


Teraz staram się otaczać ludźmi, którzy mi kibicują, którzy nie przekształcają moich słów i nie czerpią radości z moich potknięć. Uwierzcie, że to niesamowicie motywujące usłyszeć, że ktoś mi dobrze życzy. Sama wtedy czuję, że moja chęć do działania wzrasta o 100%. Sama też rekompensuję się tym samym i wspieram tych, którzy mnie wspierają.



Pozdrawiam serdecznie!

09:33

Czerwona góra i spódnica z second handu

Czerwona góra i spódnica z second handu

Cześć Kochani!
Chyba muszę poprosić kogoś o pilnowanie mnie z wstawianiem wpisów, bo zdjęcia wiszą już trzy dni, a tekstu brak :) Ale w końcu nadrabiam.
Mam za sobą bardzo fajny czas. W weekend byłam na rodzinnej imprezie, odwiedziłam kilka sal weselnych, a w niedzielę przeżyłam super niespodziankę, jaką zaplanowała dla mnie siostra. A niespodzianka przewidywała sesję zdjęciową i grilla z masą gadżetów. Zaskoczyło mnie to strasznie i czerpałam tym większą przyjemność z tego, im więcej szczęścia widziałam na twarzy siostry.


Jestem też z siebie dumna, bo coraz bardziej wychodzę ze swojej strefy komfortu. Dzwonię sama, żeby umówić się na spotkanie, mówię głośno o swoim zdaniu i proszę Kubę, żeby zrobił mi zdjęcia. Możecie stwierdzić, że to drobiazg, ale... dla mnie to spore kroki. O moim strachu przed pewnymi rzeczami opowiedziałam w filmie KLIK, więc jeśli ktoś ma chęć, to zapraszam do obejrzenia.


Jakiś czas temu wybrałam się spontanicznie do lumpeksu i wyszłam z ubraniami, z których na spokojnie mogę stworzyć masę zestawień. Jedną z tych rzeczy jest właśnie ołówkowa spódnica. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, jak bardzo jest uniwersalna. W zasadzie nieważne co do niej dobiorę, całość i tak ma ręce i nogi. Tym razem dobrałam do niej czerwoną górę, która z pewnością zwraca uwagę i brązowe dodatki. W zestawieniu czułam się na serio świetnie :)










07:05

Biurowe zestawienie

Biurowe zestawienie

Cześć Kochani!
Ostatnio czuję się wybita z mojego rytmu, a wszystko przez "lekcje" (tak nazywam zajęcia w szkole rodzenia), które ostatnio zaczęliśmy. Zdezorganizowały nam one nieco dzień i zabrały możliwość spędzania wieczorów nad jeziorem, ale mimo wszystko uważam, że to się w którymś momencie opłaci. Poza tym zostanie nam jeszcze wrzesień, który z pewnością spożytkujemy na same miłe rzeczy. I jeśli mam być szczera, to gdzieś tam od jakiegoś czasu czekam na piękną, złotą jesień. Uwielbiam słoneczny październik i to, że mimo krótszego dnia daje nam sporo innych możliwości.


Dzisiejszy strój powstał dzięki wypadowi do second handu :) Stwierdziłam w zeszłym tygodniu, że madka dawno nie poszalała w lumpie, więc po prostu się wybrałam. Udało mi się złapać między innymi tą koszulę, która od razu zainspirowała mnie do kilku zestawień. Pierwsze ootd z nią jest bardzo klasyczne, powiedziałabym nawet, że lekko biurowe. Lubię siebie w takich zestawieniach i wcale nie uważam, że świetny look musi być połączony z szaleństwem.







spódnica - New Yorker
koszula - second hand
kamizelka - Reserved
buty - no name
torebka - second hand 
 

Pozdrawiam serdecznie!

19:21

Skasowałam bloga

Skasowałam bloga

Hej Kochani!
Wpis miał pojawić się już w piątek, ale zajęliśmy się korzystaniem z ciepłego weekendu i tym sposobem publikuję go dopiero dzisiaj :) Niby szkoda tych paru dni, bo w zasadzie dzisiaj mogłam postarać się o coś nowego, ale stwierdziłam, że nie będę się do niczego zmuszać :)
Wydaje mi się, że jestem Wam winna wytłumaczenie, bo... w zeszłym tygodniu podjęłam decyzję, że zamykam bloga i kończę "karierę" w internetach. Gdzieś tam pomyślałam, że czas najwyższy, bo bolało mnie to, że strona istnieje, a ja jej nie aktualizuję. Na trzy dni więc Różowa Szminka funkcjonowała jako usunięta, a ja poczułam się tylko gorzej, bo miałam wrażenie, że straciłam coś, co tworzyłam przez 1/3 życia.


Powiem Wam szczerze, że blog zawsze sprawiał, że czułam się fajnie, bo miałam wrażenie, że istnieje coś, co czyni moją codzienność fajniejszą. Gdzieś tam po drugiej stronie monitora siedzieli ludzie, którzy chcieli do mnie wpaść, napisać coś, czasem zapytać i radość z tego płynąca była dla mnie niesamowita. Utrata tego sprawiła, że... gdzieś tam poczułam pustkę, a z drugiej strony wiedziałam, że fakt, że strony nie aktualizuję, nie sprawi, że ktoś codziennie do mnie zajrzy. Na szczęście z pomocą znowu przyszli bliscy :)


Dzisiejszy strój to w 100% ja :) Często stawiałam na tą sukienkę w zeszłym roku i w tym jest podobnie. Pięknie układa się na brzuchu i jest wykonana z takiego przyjemnego materiału. Wydaje mi się też, że granat to zdecydowanie mój kolor. Bohaterkę dzisiejszego wpisu znalazłam oczywiście w second handzie i to za złotówę. Dobrałam do niej różowe dodatki, chociaż przyznam szczerze, że początkowo widziałam ją bardziej z czerwienią.








sukienka - second hand
torebka - no name
buty - deezee


Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger