10:09

Ulubieńcy kosmetyczni lipca



Hej!
Tak jak uprzedzałam, bloga na kilka dni zdominują kosmetyki. Dzisiaj chcę Wam pokazać moich ulubieńców, czyli kosmetyki, które szczególnie zapadły mi w pamięć w lipcu. Jest ich nieco więcej niż ostatnio, a powody ku temu istnieją dwa. Po pierwsze lipiec był dla mnie bardziej leniwy, więc miałam więcej czasu na zabawę kosmetykami. Po drugie używam różnych kosmetyków u siebie w domu, w Płocku, no i innych podczas pobytu u Marcina. Znudziło mi się wożenie produktów w tą i z powrotem, więc mam po prostu dwa zestawy rzeczy, których używam.


Najpierw szampony i tak się złożyło, że obydwa są zielone :) Ten z Yves Rocher dotarł do mnie dzięki Dresscloud. Wylicytowałam tam swopa, w którym właśnie znalazł się szampon. Od razu w zasadzie przystąpiłam do testów i... polubiłam się z nim. Szampon nie pieni się wybitnie, ale widzę, że dokładnie oczyszcza włosy. Nie plącze ich i nie podrażnia skóry głowy. Zapach nie jest jakiś wybitny, ale jestem w stanie mu to wybaczyć. Po umyciu włosy są błyszczące i wyglądają po prostu ładnie. Przeznaczony do wszystkich typów włosów.
Szampon Garnier pieni się natomiast fantastycznie, wystarczy niewielka ilość produktu, aby umyć całe włosy. Pachnie pięknie, więc tutaj brawa dla niego. On również nie podrażnił skóry głowy, nie wywołał uczulenia w okolicy szyi.


Coś do ciała, czyli żel pod prysznic o obłędnym, lawendowym zapachu i fantastyczny kawowy peeling do ciała. Obydwa produkty to petardy. Żel Dove właśnie przez swój zapach gwarantował mi niesamowity relaks. Jest super wydajny, uwierzcie, że już odrobinka wylana na gąbkę umyje nam całe ciało.
Z peelingiem znam się już od jakiegoś czasu, ale chciałam go użyć odpowiednią ilość razy, aby móc wystawić mu opinię. Dzisiaj przedstawię Wam krótką recenzję, bo wkrótce będzie bohaterem całego wpisu. Ogólnie... to go uwielbiam. To chyba najlepszy zdzierak do ciała. Super pozbywa się martwego naskórka, i jednocześnie nie podrażnia. Zapach to coś wspaniałego - pachnie najlepszą kawą. Ma sporo dodatków, jak np. olej kokosowy, więc mamy zapewnioną dodatkową pielęgnację ciała. Dostępny np. w drogerii Make skin softer i zauważyłam, że trwa na niego promocja :)


Teraz zadbamy o nasze nogi. Do tej pory byłam zwolenniczką tradycyjnej maszynki - najszybciej, najprościej, najtaniej i... najgorzej. Niestety ale golenie nóg to tragedia. Próbowałam innych metod, jak np. krem (to dopiero porażka) czy depilacja woskiem u profesjonalistów. Każda ta metoda miała niestety swoje minusy. W końcu podczas promocji w Rossmannie stwierdziłam, że sięgnę po plastry i teraz wiem, że przy nich zostanę. Oczywiście, to boli, ale daje super efekt. Dokładnie pozbywamy się włosków i mamy spokój na... 2-3 tygodnie. U siebie zauważyłam, że w niektórych miejscach włoski do tej pory nie odrosły. Niestety te plastry z Joanny są małe i musimy kupić na oko ze 3 opakowania, żeby dokładnie wydepilować nogi, ale warto.
Spray do stóp z Farmony to mój hit jeśli chodzi o pielęgnację stópek. Producent gwarantuje nawilżenie i odświeżenie. Po kilku użyciach zauważyłam, że faktycznie skóra na piętach zrobiła się bardziej miękka i delikatna, więc działanie potwierdzam. Mam kilka uwag, co do samej aplikacji. Producent mówi, aby spsikać stopę w odległości około 10cm i poczekać, aż produkt się wchłonie. Niestety przy psikaniu tworzy się piana, która spada na łóżko, podłogę, dywan, kapcie, a to co trafi na stopę wchłania się po części. Resztkę po prostu wklepuję ręką i tyle.


I moja ulubiona kategoria, czyli pielęgnacja twarzy. Tutaj chcę wyróżnić dwa produkty: płyn micelarny z Elfa Pharm, który idealnie doczyszcza naszą skórę. Nie podrażnia jej w żaden sposób, nie wywołuje dyskomfortu w okolicach oczu. Zawiera wyciąg z aloesu oraz pantenol. Pozostawia na skórze taką... tłustą warstwę. Jest bardzo wydajny. Nie zauważyłam, żeby zrobił jakąś krzywdę mojej i tak problematycznej cerze, więc jak najbardziej go Wam polecam.
Krem Bandi to mój wakacyjny hit. Małe opakowanie mieści w sobie coś świetnego. Krem super nawilża, nie zapycha, wchłania się raz dwa, sprawdza się rano i wieczorem, nadaje się pod makijaż, a przy tym jest wydajny. No bomba!

To by było wszystko jeśli chodzi o kosmetycznych ulubieńców miesiąca. Znacie te produkty? Lubicie je? Czy raczej u Was całkowicie się nie sprawdziły? Koniecznie dajcie znać :)

Pozdrawiam serdecznie!  

13 komentarzy:

  1. Muszę kiedyś wypróbować ten kawowy peeling.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten żel z Dove również bardzo polubiłam, ogólnie po pierwszym użyciu byłam w szoku, że to nie jest gęsty, biały żel/balsam jak to Dove, a właśnie fioletowy żel. Zapach jest obłędy.
    Peeling z Nacomi czeka w szafce i po Twoim opisie już nie mogę doczekać się testowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kąpiel pachnąc lawendą - coś pięknego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kojarzę szampon z Yves Rocher, chyba go kiedyś miałam, ale nie mam pojęcia, jak się u mnie sprawił. Ciekawi mnie za to ten z Garniera :>
    Kiedyś korzystałam z plastrów do depilacji, ale nie sprawdziły się u mnie tak, jak oczekiwałam, także więcej nie próbuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię żele Dove, ale nie cierpię zaś lawendowego zapachu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten scrub Nacomi chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj plastry do depilacji w okresie letnim - must have :)

    Zapraszam do mnie na nowy post, a w nim relacja
    z wakacji w Norwegii.
    Pozdrawiam!
    MÓJ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  8. nie stosowałam żadnego z tych porduktoów ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. zawsze chętnie czytam ulubieńców, bo mogę coś upolować nowego o czy mejszcze nie słyszałam lub nie testowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. chyba już wiem, w co zainwestować tym razem w ramach akcji testujzdove - ta lawenda mnie przekonała <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten peeling z Nacomi to mój absolutny ulubieniec :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za to, że jesteście! Jeśli jesteś anonimem podpisz się imieniem lub przezwiskiem, będzie mi łatwiej odpowiedzieć. Proszę mnie nie zapraszać do wymian na obserwatorów i na blogi, bo zacznę gryźć.

Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger