20:44

Duże denko z kwietnia


Cześć Kochani!
Późną porą przychodzę do Was z kolejnym denkiem :) Jest ono całkiem spore, ale znalazły się w nim takie produkty, które chcę Wam polecić i takie, które zdecydowanie odradzam. A jeśli wolicie posłuchać, co mam do powiedzenia na ich temat, to zapraszam na mój kanał KLIK.
Zapraszam do dalszej części wpisu.


Najpierw produkty do oczu. Znalazł się wśród nich eyeliner marki Wibo, który cenię sobie od lat. Jest ciemny i stosunkowo trwały. Posiada jak dla mnie bardzo wygodny pędzelek, którym można namalować zarówno cienką, jak i grubszą kreskę. Polecam Wam go.
Dalej mamy odżywkę marki My Secret, która... jest raczej kiepska. Używałam jej w miarę regularnie i nie widziałam większych efektów. Nie zużyłam jej do końca, ale niestety termin minął, więc wylądowała w koszu.
Na koniec hit, czyli słynny już tusz marki Lovely. Chyba nie muszę pisać, za co go lubię, prawda? :)


Dalej korektory, jeden fajny, drugi tragiczny.
Fajny to oczywiście ten marki Catrice. Nie jest najlepszy, ale mogę go określić mianem dobrego. Ładnie krył moje delikatne sińce pod oczami i lekko krył niedoskonałości. W efekcie moja problematyczna buźka wyglądała przyzwoicie, a ja czułam się komfortowo.
Drugi to niestety bubel. Po każdej próbie roztarcia go niestety schodził z twarzy, co za tym idzie nie dawał żadnego krycia. Dawałam mu kilka szans i niestety za każdym razem zawodził.


Mam też kilka pomadek, które pomimo tego, że nie zostały zużyte do końca, musiały wylądować w śmietniku. A czemu? Bo nie spełniały moich oczekiwań. Są niestety nietrwałe, a najgorzej wypada ta pomadka z Bell.


Zużyłam także bazę w perełkach z Bielendy, z którą bardzo się polubiłam. Dawała lekki efekt rozświetlenia skóry, przez co w efekcie moja twarz wyglądała na taką zdrową, wypoczętą i promienną. Poza tym przyklejała do cery wszelkie podkłady i wydłużała ich trwałość. Jest wyposażona w pompkę, a ja uwielbiam to rozwiązanie, bo jest moim zdaniem najbardziej praktyczne.
Podkład z Wibo był na początku okey, ale potem zauważyłam, że zaczął ciemnieć i na skutek tego nie zużyłam go do samego końca. Nie wiem sama, co jest tego powodem. Poza tym cechowało go średnie krycie i trwałość, ale jak na co dzień się sprawdzał.
Do pokładu z Rimmela będę natomiast wracać. Podobało mi się to, jak wyglądał na buzi. Tak naturalnie, świeżo. Nie był ciężki, przyjemnie się go nosiło. Poza tym miał idealny jak dla mnie kolor. Jeśli chodzi o krycie to określam go mianem bardzo dobrego. Trwałość także oceniam na duży plus.


Oczywiście nie może zabraknąć maseczek.
Do maseczek 7th heaven podchodziłam z rezerwą, bo kiedyś jedna okropnie podrażniła mi twarz. Te na szczęście mi tego oszczędziły. Wywoływały na początku takie nieprzyjemne uczucie, ale z czasem ono zanikało. Obydwie lekko nawilżały twarz, zostawiały ją taką... ściągniętą, ale nie w negatywny sposób. Poza tym czarna lekko oczyszczała, bo ma w sobie drobinki ze skorupek orzechów. Jedno takie opakowanie starcza na dwa użycia.
Maseczki z Perfecty są dowodem na to, że jedna marka może zrobić coś fajnego (ta aloesowa) i coś słabego (cytrynowa). Po cytrynowej nie widziałam żadnej różnicy. Nałożyłam ją, zmyłam i nic. Ta aloesowa zaś dała mi takie przyjemne ukojenie, nawilżenie i regenerację skóry. No uwielbiam!


Zużyłam też dwie maseczki z Ziaji, które ogólnie bardzo lubię. Dobrze się u mnie sprawdzają, bo działają lekko jak kremiki, a ta z glinką dodatkowo oczyszcza. Chętnie do nich wracam, bo są także tanie.
Maseczka z Tołpy to dla mnie nowość i z miejsca się z nią polubiłam. Dobrze działa na moją twarz, bo po pierwszym kontakcie nie piecze. Ładnie oczyszcza, po jej zmyciu miałam wrażenie, że moja buzia jest taka... czysta i delikatna.
Ta z Farmony to maseczka super kojąca, łagodząca i nawilżająca. Jak dla mnie jest świetna.


Żel z Oriflame ogólnie wspominam miło. Ładnie pachniał, dobrze mył, nie wysuszał. Był jednak rzadki i niestety mało wydajny. Mimo wszystko myślę, że chętnie bym do niego wróciła.
Żel z Avonu ma extra opakowanie, takie... urocze :3 Niestety buteleczka była taka twarda, że wyciskanie produktu przychodziło mi z trudem. Żel sam w sobie przypadł mi do gustu, ładnie pachniał i sprawdzał się w swojej roli.


Masełko do ciała marki Nacomi to mój hicior ze względu na konsystencję, taką lekką i za zapach. Pachniało obłędnie! Poza tym przyjemnie się wchłaniał, stosunkowo szybko, dzięki czemu z chęcią po niego sięgałam. Jeśli chodzi o samo działanie, było ono zauważalne. Skóra stała się nawilżona, delikatna. Masło nie podrażniało, co jest szczególnie ważne po depilacji.
Żel do higieny intymnej Facelle wspominałam już masę razy, więc powtórzę tylko, że dla mnie jest to produkt GENIALNY!
Tonik z Ziaji również dołączył do grona moich prywatnych petard. Super działa na moją cerę, z jednej strony kojąco, z drugiej nawilżająco. Czuję różnicę, od kiedy zaczęłam go stosować. Zniknęły suche skórki, twarz nie jest wysuszona, czy zaczerwieniona.


Mydła z Isany po prostu lubię, bo pięknie pachną, a poza tym nie wysuszają rąk. Stawiam na nie regularnie, wymieniam tylko zapachy.
Suchy szampon z Isany kiedyś zrobił na mnie wrażenie, bo fajnie odświeżał włosy, nie powodował swędzenia i ogólnie czułam się z nim komfortowo. Tym razem jednak coś mi nie podpasowało, chyba to, jak wyglądał na włosach, bo odświeża w dalszym ciągu dobrze.


Olejki z Pachnącej Szafy to moje małe must have. Pięknie, intensywnie pachną, a jednocześnie nie są męczące. Zapach pomarańczy fajnie mnie pobudzał. To super opcja na rano, żeby się obudzić i od razu naładować pozytywną energią. Olejek starczył mi na kilka użyć i z pewnością do niego wrócę.
Kula do kąpieli nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ot taka rozrywka przy rozpuszczaniu i nic poza tym. Niestety.


Na koniec dwie maści, które goszczą u mnie bez przerwy od jakiegoś czasu. Przedstawię je dokładniej przy wpisie dotyczącym mojej apteczki.

I to wszystko :) 
Pozdrawiam serdecznie!

8 komentarzy:

  1. Wake me up na pewno kupię sobie na wakacje. Bardzo fajnie rozświetla buzie i ładnie wyglada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię to rozświetlenie od Rimmel :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja właśnie bardzo lubię te pomadki Bell. Może nie są bardzo trwałe ale za to nie wysuszają ust, mają dobre krycie i ładne kolorki:) Maść cynkowa to niezbędnik w mojej kosmetyczce ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. tonik z ziaji bardzo lubie :) a=eyliner mam nie jest zły

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bardzo nie polubiłam tuszu Lovely. Tak jamo jak żelu Facelle, który mnie mocno podrażnił.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam denko na youtube, ale tutaj też fajnie jest zobaczyć post na ten temat. Znam tonik z Ziaja, tusz do rzęs Lovely (petarda!) oaz bazę pod makijaż Bielenda i wszystkie te produkty zostawiły po sobie pozytywne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za to, że jesteście! Jeśli jesteś anonimem podpisz się imieniem lub przezwiskiem, będzie mi łatwiej odpowiedzieć. Proszę mnie nie zapraszać do wymian na obserwatorów i na blogi, bo zacznę gryźć.

Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger