21:28

Coś o moich kompleksach

Coś o moich kompleksach

Cześć Wam!
Jeśli mam być szczera, to przez długi czas walczyłam z moimi kompleksami. A miałam ich masę. Dotyczyły one głównie nóg (bo są krótkie), brzucha (bo nigdy nie był idealnie płaski) i cery (bo zawsze bałam się rano spojrzeć w lustro sprawdzając, czy nie pojawili się na twarzy nowi goście). Często też czytałam uwagi w komentarzach, jak powinnam lepiej o siebie dbać, które oczywiście tylko sprawiały, że czułam się gorzej. Poznając nową osobę zawsze miałam wrażenie, że w pierwszej kolejności rzucały się w oczy moje kiepskie punkty i, że one przysłaniają to, jaką jestem osobą.


Potem usłyszałam, że "kobieta powinna ważyć mniej niż 50 kilo". Ten krótki tekst strasznie mnie dobił i sprawił, że schudłam 12 kilo. Jadłam absolutne minimum i starałam się robić co najmniej 10 treningów tygodniowo. Każda przerwa sprawiała, że w mojej głowie pojawiały się głosy, że tyję, mój brzuch rośnie, a przez to nie zasługuję na miłość. Kiedy zeszłam poniżej 50 kilogramów czułam się... jeszcze gorzej. Miałam wrażenie, że uciekła ze mnie cała kobiecość. Długo trwało zanim pozwoliłam sobie normalnie bez wyrzutów sumienia zjeść coś więcej i nie zastanawiać się nad tym, z czego zrezygnować, żeby zrobić trening.


Czy wyleczyłam się wtedy z kompleksów? Nie :) One prześladowały mnie długo, ale od nowego roku coś ruszyło do przodu. Około 2 miesięcy temu dostałam komentarz, że jestem oszpecona i... nie ruszyło mnie to szczególnie. Chyba zaczęłam inaczej na siebie patrzeć. Nie przez pryzmat tych słabych punktów, ale całości. Bo jestem piękna! I nie uważam tego stwierdzenia za objaw nadmiernej dumy czy zadzierania nosa. Uważam, że każda kobieta powinna powiedzieć sobie, że jest piękna i przede wszystkim w to uwierzyć.


Teraz, kiedy moja cera totalnie szaleje, a brzuch tylko rośnie paradoksalnie czuję się najlepiej. Najczęściej też słyszę miłe słowa. Najlepsze jest jednak to, że mój Ukochany nazywa mnie swoją ślicznotką codziennie, nawet jeśli mi do niej daleko :)


Sukienkę z dzisiejszych zdjęć chciałam Wam pokazać już dawno. Kupiłam ją podczas zimowych wyprzedaży w Housie za 20zł. Zakładam ją wyjątkowo często, bo nadaje się na nieco cieplejsze jak i chłodniejsze dni. Uważam ją również za bardzo kobiecą, bo ładnie podkreśla to, co trzeba. Dobrałam do niej musztardową torebkę - nabytek z pchlego targu oraz bordowe sandałki. Strój okazał się być strzałem w dziesiątkę, kiedy w końcu nad Płockiem zaświeciło słonko.







Pozdrawiam serdecznie!

20:56

W rzepaku

W rzepaku

Cześć Wam!
W kwietniu obiecałam sobie, że na kanale pojawi się 30 filmów. Nie dałam rady sprostać zadaniu, chociaż wydaje mi się, że i tak liczba opublikowanych materiałów jest stosunkowo spora. Zdarzyły się jednak takie momenty, że wolałam odpuścić sobie kręcenie filmów na rzecz spędzenia czasu z bliskimi. Na maj też coś sobie obiecałam - codziennie chociaż krótki spacer. Najlepiej oczywiście po nowych miejscach. Uwielbiam odkrywać nowe ścieżki, mijać nieznanych mi ludzi i czekać, co w danym miejscu się wydarzy. Wydaje mi się, że to w jakiś sposób nas rozwija.


Niestety maj chyba chce mi pokrzyżować plany, bo pogoda zapowiada się raczej przeciętnie, a ja jestem przyzwyczajona do jego ciepłej i słonecznej wersji. Każdy kolejny słoneczny dzień sprawia, że mam chęć na więcej i gdzieś tam tworzę w głowie scenariusze fajnych wypraw. Ostatnie tygodnie sprawiły, że chcę ciut więcej od życia i z wielką radością przyjmuję to, co ono daje. Myślałam, że będzie z tym ciężej, bo jednak te na serio fajne chwile przeplatają się z tymi nieco gorszymi, ale... powoli uczę się odganiać czarne myśli. Poza tym wszyscy dookoła powtarzają mi, że będzie dobrze, więc jak mam w to nie wierzyć :)


Po raz kolejny podjęłam się wyzwania #100dnibezspodni. W chłodne dni zakładam spódnice maksi i czuję się na serio świetnie. Poza tym wydaje mi się, że sukienki czy spódnice zdecydowanie lepiej sprawdzają się w ciąży niż ciasne spodnie albo mało kobiece legginsy. Zdradzę Wam też, że jak kiedyś wyobrażałam sobie siebie z brzuszkiem, to zawsze miałam właśnie na sobie piękne, zwiewne sukienki :) Mój dzisiejszy zestaw w 100% pochodzi z second handu (nie licząc dodatków). Bluzkę najchętniej nosiłabym cały czas, bo pasuje mi w zasadzie do 80% ubrań w szafie. Spódnica także sprawdza się świetnie.









kurtka - second hand
bluzka - second hand
spódnica - second hand
buty - Sinsay
torebka - Sinsay 


Pozdrawiam serdecznie!

20:01

Mój kwiecień

Mój kwiecień

Cześć Kochani!
W domu pachnie szarlotką, pod ręką mam pyszne latte, więc to idealny moment, żeby się do Was odezwać. Poza tym zbliża się koniec miesiąca, a ja chcę kontynuować serię miesięczników. Kiedyś je nagrywałam, a potem przeszłam do formy pisanej. Jakoś tak chyba łatwiej zebrać myśli, chociaż powiem Wam szczerze, że na filmie łatwiej przedstawić emocje: radość, smutek, zaskoczenie.
Skupmy się jednak na kwietniu. Pamiętam, że w zeszłym roku kwiecień był dla mnie jednym z lepszych miesięcy. W tym roku mogę stwierdzić to samo :)


Przede wszystkim w kwietniu w końcu zaczęło się robić ciepło. Uwielbiam słońce, bo mam wrażenie, że ładuje mi baterie. Piękna pogoda pozwoliła mi na wypad na grilla i na sporą liczbę spacerów. Ogólnie na maj postanowiłam sobie, że codziennie będę wychodzić - na spacery długie i krótkie. Mam wrażenie, że na powietrzu lepiej się rozmawia, czas płynie zawsze przyjemnie, a trudne tematy wydają się być łatwiejsze. Chodzenie to też w zasadzie jedyna aktywność (no może poza tańczeniem kiedy nikt nie widzi) na jaką sobie pozwalam.


Kwiecień to czas powrotu do w miarę regularniej pielęgnacji. W zasadzie od razu sięgnęłam po produkty kupione na Ekocudach, bo chcę wprowadzić możliwie dużo naturalnych kosmetyków do mojego codziennego spa. Mam wrażenie, że zdecydowanie lepiej mi służą. Nie czuję też wyrzutów sumienia, że tracę pół godziny po prysznicu i potem kolejne pół oglądając yt z maseczką na twarzy. To czas dla mnie, który po prostu mi się należy. Poza tym coraz częściej słyszę, żebym gospodarowała sobie czas na takie małe przyjemności póki mogę, bo za parę miesięcy będzie to co najwyżej moim marzeniem ;)


W kwietniu pokonałam masę kilometrów jeżdżąc co chwilę między Płockiem a Olsztynem. W Płocku starałam się spędzić możliwie dużo czasu z rodziną. Lubię siedzieć przy herbatce z mamą i siostrą i plotkować na masę różnych tematów. W Olsztynie z kolei praktycznie każdą wolną chwilę spędzałam z moim partnerem. Z dnia na dzień coraz bardziej jestem w szoku, jak fajnie się uzupełniamy i z jaką łatwością możemy ze sobą rozmawiać. Nawet zgłaszanie pewnych "niedociągnięć" nie stanowi dla nas problemu, bo w zasadzie... dzięki temu ma nam być lepiej.


Kwiecień to też oczywiście święta. Nasze minęły na spokojnie. Nie zabrakło pysznego jedzenia, rodzinnej atmosfery i małych wypadów, żeby nie zasiedzieć się przy stole. Udało mi się zabrać Kubę do płockiego zoo. Sama uwielbiam ogrody zoologiczne, bo oglądanie zwierzątek bardzo mnie relaksuje.

W kwietniu podjęłam się też nagrania 30 filmów (wychodzi jeden film na dzień), ale święta nieco pokrzyżowały mi plany. Mimo wszystko staram się działać i coś tam nadal tworzyć, póki trochę miesiąca zostało. Powiem Wam, że yt sprawia mi masę frajdy i cieszę się, że rok temu zdecydowałam się na ten krok. Jeśli jeszcze mnie nie subskrybujecie, to ZAPRASZAM.


A jak Wam minął kwiecień?

18:36

O wszystkim i o niczym

O wszystkim i o niczym

Cześć Wam!
Dzisiejszy wpis pewnie będzie o wszystkim i o niczym, ale uzbierało się kilka kwestii, które gdzieś tam chciałabym poruszyć i stwierdziłam, że ten lekki, wiosenny wpis stanowi idealną okazję ku temu. Może zacznę od podziękowania Wam za bardzo wartościowe komentarze pod poprzednim wpisem. Nie spodziewałam się tak konkretnego odzewu, bo jakby nie patrzeć, w ostatnim czasie dominują u mnie komentarze typu "świetnie", "fajnie", "extra". Podobno liczą się dobre chęci, więc za każdy odzew jestem bardzo wdzięczna, ale nie ukrywam, że po cichu liczyłam na coś więcej. I to więcej w końcu nadeszło.


Czekałam też oczywiście na cieplejsze dni. Jeden piękny, wiosenny weekend narobił mi smaka na słońce i temperatury. Spacery na słońcu to zdecydowanie cos, czego nam teraz potrzeba. Dodatkowo można powiedzieć, że to jedyna aktywność fizyczna, na którą mogę sobie pozwolić. Mam też takie postanowienie na maj, żeby codziennie chociaż na godzinę wychodzić z domu. A spacer zawsze można połączyć z inną przyjemnością - lodami, goframi czy mrożoną kawą.


Skorzystam też z okazji i podziękuję jeszcze raz wszystkim za gratulacje i całą masę ciepłych słów (dla niewtajemniczonych KLIK). Serio nie przypuszczałam, że gdzieś tam po drugiej stronie monitora tyle osób trzyma za mnie kciuki i mi kibicuje :) To po raz kolejny pokazało mi, jakie fajne rzeczy dało mi blogowanie. I za każdym razem, kiedy dochodzę do tego typu wniosku, przypominają mi się przeczytane kiedyś słowa "i tak na tym nie zarobisz". Faktycznie, nie zarabiam na internetach ani grosza, ale jak widać, nie dbam o to. Gdybym za jedyną motywację uznała chęć zysku, już dawno porzuciłabym wszystko.





bluzka - second hand
spódniczka - second hand
kurtka - second hand
buty - Nike
torebka - no name 


Pozdrawiam serdecznie!

21:25

Jeden z ważniejszych momentów w moim życiu

Jeden z ważniejszych momentów w moim życiu

Cześć Kochani!
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o jednym z najbardziej przełomowych momentów w moim życiu, czyli... o odkryciu jak ważna w związku (ale oczywiście nie tylko) jest szczera rozmowa i umiejętność nazwania własnych emocji. Przez większość życia wolała ukrywać fakt, że coś jest nie tak, bo w zasadzie szczera rozmowa budziła we mnie przerażenie. Nigdy nie lubiłam otwierać się przed innymi, więc opcja, że miałabym wyznać, co mnie rani, czego się obawiam, wydawała mi się być koszmarem. Niestety koszmar pojawiał się później, bo tłumione emocje w końcu musiały znaleźć ujście. Znajdowały w najmniej odpowiednim momencie i sprawiały, że psychicznie i fizycznie czułam się fatalnie.


Moja niechęć do rozmowy była też spowodowana tym, że zawsze bałam się zranić drugą osobę, powiedzieć jej coś, czego pewnie nie chce usłyszeć. Ostatecznie raniłam siebie i... drugą osobę wysypem pretensji. W końcu zmęczyłam się tym wszystkim, bo błędne koło trwało latami. Przy nowej relacji doszłam do wniosku, że muszę zmienić strategię i postawić na swój komfort emocjonalny. O dziwo przyszło mi to z łatwością i przyniosło pozytywny efekt. Taka prosta szczera rozmowa stała się lekiem na całe zło i wcale nie sprawiła, że druga strona poczuła się urażona. Właśnie pomogła uniknąć wszelkich negatywnych emocji.


Porównując dzisiejszy strój z tym ostatnim można by pomyśleć, że nagle przeniosłam się w czasie do lutego albo zimnego marca. Niestety pogoda zrobiła nam psikusa i po ciepłym weekendzie nastały chłodne i wietrzne dni. Ja byłam jednak na to przygotowana, bo nie schowałam jeszcze płaszczy. Ten żółty jest jednym z moich ulubionych, bo sam w sobie zwraca uwagę. Dobrałam go do sukienki, gdyż... znowu podjęłam się wyzwania #100dnibezspodni. Coraz ciężej chodzi mi się w spodniach, więc stwierdziłam, że to idealny moment, żeby znów spróbować swoich siły w tym wyzwaniu :)


Pozwolę sobie jeszcze na małe zaproszenie na mój kanał :) Robię obecnie wyzwanie 30 filmów w kwietniu i zdradzę Wam, że póki co idzie i całkiem nieźle. Link znajdziecie TUTAJ.






sukienka - second hand
płaszcz - @
buty - CCC
torebka - Sinsay
czapka - Sinsay


Pozdrawiam serdecznie!

21:19

Na ten moment czekałam długo

Na ten moment czekałam długo

Cześć!
Wydaje mi się, że znowu złapałam wiatr w żagle, bo mam wielką chęć na blogowanie, ale takie pełną parą :) Ogólnie powróciła mi chęć do rzeczy, które zajmowały mi sporo czasu rok temu. Myślę już o pieczeniu ciast, czytaniu książek i domowym ogródku.
Powiem Wam, że dorosłam do tego, by odciąć się od ludzi i rzeczy, którzy niczego nie wnoszą do mojego życia, a przynajmniej niczego pozytywnego. Ostatnie tygodnie pokazały mi, którzy ludzie są ze mną ze szczerych chęci, a którzy z czystej, zimnej kalkulacji :) Cieszę się, że to w końcu wyszło, szkoda tylko, że w kiepskim momencie. Czy było mi z tego powodu przykro? O dziwo nie, bo też na chłodno przekalkulowałam sobie pewne sprawy i doszłam do wniosku, że sama na tym zyskam, bo mam więcej czasu dla ludzi istotnych. To samo tyczy się czynności - jeśli któraś nie sprawia mi przyjemności, to tego nie robię i już.


 Na moment, kiedy będę mogła wyjść z domu w skórce i lekkich butach czekałam bardzo długo i z wielkim utęsknieniem. I w końcu nadszedł. Błękitną ramoneskę założyłam do lekkiej, kobiecej spódnicy. Kupiłam ją zimą w New Yorkerze na jakiejś fajnej promocji. Na pewno nie kosztowała więcej niż 20zł. Długo dumałam nad górą. Zmieniałam ją parę razy, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że najlepiej sprawdzi się biały t-shirt. Po raz kolejny przekonałam się, że najprostsze rozwiązania są najlepsze :)








spódniczka - New Yorker
bluzka - Mohito
kurtka - House
torebka - Sinsay
buty - no name
 

Pozdrawiam serdecznie!
Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger