13:11

Styczniowe denko


Hej Kochani!
Z lekkim opóźnieniem (bo miesięcznym) prezentuję Wam moje styczniowe denko. Jak widać, uzbierało mi się trochę produktów. Stwierdziłam, że zdenkuję dawno otwarte kosmetyki, bo leciała im data. Teraz systematycznie wszystko zużywam, dlatego też jest mi łatwiej zebrać produkty na denko :)


Ostatnio zdecydowanie częściej stawiam na maseczki. Sprawdzam nowości, ale też wracam do dobrze mi znanych maseczek. Zużyłam trzy w płachcie - dwie marki LomiLomi i jedną Purederm. Dwie pierwsze bardzo przypadły mi do gustu. Były porządnie nasączone płynem i fajnie nawilżyły mi skórę. Nie wywołały u mnie żadnych efektów ubocznych, jak pieczenie czy podrażnienia. Ta czekoladowa maska jest moim absolutnym hitem. Sprawdziła się u mnie najlepiej ze wszystkich. Ładnie pachniała czekoladką i świetnie nawilżyła mi skórę. Potem moja buźka była wyraźnie odświeżona, zregenerowana i wypoczęta.


Zużyłam również dwie maseczki marki Marion. Całkiem fajne, ale szału nie było. Pomogły mi się odprężyć, delikatnie odświeżyły cerę i w sumie tyle. Mimo wszystko co jakiś czas do nich wracam.
Po pomidorowej zauważyłam natomiast... nic. Jest to typowy produkt, po którym nie widać żadnej różnicy.


Truskawkowa maseczka 7th Heaven zachwyciła mnie zapachem i konsystencją, przypominały mi one o truskawkowej jogobelli. Myślałam, że jej działanie będzie świetne, ale... wywołała u mnie pieczenie. Nie było one jakoś szczególnie nieznośne, ale jednak. Po 3 minutkach zniknęło i spokojnie mogłam posiedzieć z nią 10 minut na twarzy. Niestety po zmyciu zauważyłam, że podrażniła mi skórę na szyi.
Maseczka czyste piękno to kolejny produkt, ktory nic nie robi.
Maseczka z Ziaji zaś sprawdziła się u mnie fajnie jak zawsze :)


I dwie próbeczki. Maseczka to kolejny produkt o znikomym działaniu. Peeling zaś całkiem przypadł mi do gustu, bo działał bardzo delikatnie i myślę, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę.


Jeśli chodzi o płatki pod oczy, to tego typu produkt chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Skusiłam się w końcu na nie, bo zauważyłam, że były na jakiejś obniżce. Z wielką chęcią przystąpiłam do testów i... się rozczarowałam. Po pierwsze płatki w ogóle się nie trzymały. Co chwilę musiałam je poprawiać. Potem zauważyłam, że... wypaliły mi skórę przy kąciku oka. Dramat!


Dalej mamy dwa produkty do włosów, o których mogę powiedzieć same dobre słowa. Maska sprawdziła się rewelacyjnie. Wyraźnie regenerowała moje włosy. Po ich użyciu były lśniące i mięciutkie. To małe pudełeczko starczyło mi na 5 czy 6 użyć. Mgiełka również fajnie działała na moje włosy. Po pierwsze pomogła mi przy rozczesywaniu. Po drugie nabłyszczała włosy, które ostatecznie prezentowały się świetnie :)


Żel pod prysznic marki Cien zrobił na mnie dobre wrażenie. Po pierwsze był bardzo wydajny. Niewielka ilość wytwarzała masę piany. Produkt dobrze mył, a przy tym nie wysuszył mi skóry. W żelu widać też takie drobne kuleczki, które lekko peelingowały skórę i... przy ich pomocy mogłam też wykonać delikatny masaż. Poza tym żel pięknie pachniał.
Sól do kąpieli Nacomi to też mój hit. Tak pięknie pachniała, faktycznie jak malinowe ciastko. Kąpiel z tą solą zmieniała się w relaks w spa. Polecam Wam ją.


Żel do demakijażu Tołpa to mój hit w swojej kategorii. Wszystko pięknie domywał bez większego wysiłku. Na serio, produkt ten zrobił na mnie wielkie wrażenie. Poza tym był bardzo wydajny. Starczył mnie i siostrze na... 2 miesiące albo nawet ciut dłużej.
Płyn z Vis Plantis to już z kolei zupełnie inna historia. Przy trzech pierwszych użyciach był fajny, a potem zauważyłam, że wywoływał u mnie okropne pieczenie. Zużywałam go powoli i bardzo ostrożnie, ale wiem, że do niego nie wrócę.


Na koniec balsam do ciała marki Isana, który wywoływał u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie nawilżał, a z drugiej wywoływał pieczenie, szczególnie po depilacji.
A o kulce z Fa wypowiadałam się już masę razy, więc napiszę jedno: dla mnie bomba!

To wszystko :) Znacie przedstawione przeze mnie produkty? Jak się u Was sprawdziły? Koniecznie dajcie znać :)
Pozdrawiam serdecznie!

7 komentarzy:

  1. U mnie jantar i te płatki żelowe świetnie się sprawdzają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maseczki Marion bardzo mnie zaciekawily :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadnego z produktów nie miałam. Sporo maseczek zużyłaś:) Ja ostatnio polubiłam z Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile maseczek! Od razu widać, że maseczkowanie u Ciebie ostatnio w cenie :) Mnie bardzo kusi ta sól do kąpieli z Nacomi. A z Twoich zużyć miałam mgiełkę do włosów z Jantar, która u mnie kompletnie się nie sprawdziła. Nie zrobiła nic :( Fajnie jednak, że u Ciebie zadziałała :) Też lubię kulki z Fa, choć ja stosuję tę z fioletową nakrętką, bodajże liliowy zapach.
    Teraz czekam już na lutowe denko <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się na razie nie polubiłam z produktami Tołpy. Mam nadzieję, że wreszcie trafię na coś fajnego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie chciałam sobie kupić te sól z nacomi :)) pozdrawiam serdecznie :) woman-with-class.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam ochotę na takie płatki, ale po tym co przeczytałam, to mi odeszła, mam bardzo delikatną skórę pod oczami.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za to, że jesteście! Jeśli jesteś anonimem podpisz się imieniem lub przezwiskiem, będzie mi łatwiej odpowiedzieć. Proszę mnie nie zapraszać do wymian na obserwatorów i na blogi, bo zacznę gryźć.

Copyright © 2016 różowa szminka , Blogger